parallax background

Pigcasso – świnka malarka

25 marca 2021
Przylądek Igielny – na końcu Afryki
21 marca 2021
Gondwana Game Lodge…uwaga na słonie :)
12 maja 2021
 

Czy słyszeliście kiedyś o śwince, która maluje obrazy? Ja też nie, ale jak tylko dowiedziałam się o niej, postanowiłam jak najszybciej odwiedzić farmę, na której mieszka i zobaczyć ją na własne oczy. Poznajcie Pigcasso - artystkę malującą w nurcie ekspresjonizmu abstrakcyjnego, której dzieła sprzedawane są za tysiące dolarów. 🐷

Pigcasso mogła skończyć jak wiele jej koleżanek, jako kotlet schabowy, ale życie napisało dla niej inny scenariusz. Kiedy była małą świnką została uratowana przez Joanne Lefson, która pod Kapsztadem, w przepięknym otoczonym winnicami rejonie Winelands, założyła farmę, na którą trafiały zwierzęta uratowane z hodowli przemysłowych. W tamtym czasie Pigcasso na pewno nie przeczuwała, że czeka ją wielka sława i misja do spełnienia.

Na początku Joanne dała śwince zabawki aby ją zająć, ale wszystkie zniszczyła. Wszystkie, oprócz pędzli, które pozostały po malowaniu farmy. Dało to do myślenia Joanne. Wkrótce świnka dostała płótno oraz farby i wtedy pokazała swój prawdziwy talent. Jej kariera rozwijała się i nadal rozwija w zawrotnym tempie. W 2017 roku "została poproszona" o narysowanie toru wyścigowego dla niemieckiego kierowcy Nissana Michaela Krumma. Reklamę tego wydarzenia możecie zobaczyć tutaj.

 
 
 

Rok później, jako pierwszemu w historii artyście "nie człowiekowi"; zorganizowano wystawę "OINK"; w prestiżowej dzielnicy Waterfront w Kapsztadzie. Ale to nie wszystko. W 2019 roku Pigcasso "nawiązała współpracę" ze szwajcarską marką zegarków SWATCH i zaprojektowała wygląd jednego z nich. Zegarki wyprzedały się błyskawicznie osiągając status najbardziej popularnej limitowanej edycji w historii marki.

Po takich osiągnięciach Pigcasso cieszy się ogromną renomą w świecie artystycznym 😁, dlatego jej obrazy nie należą do najtańszych. Najdroższy obraz kosztował 6 tys. USD. Więcej jej prac, możecie zobaczyć tutaj. Sprzedawane są tylko oryginalne dzieła z podpisem artystki czyli odbitym ryjkiem na płótnie. Dochód wspiera farmę, która jest zarejestrowana jako organizacja non-profit.

 
 

Wizyta w Farm Sanctuary była świetnym doświadczeniem. Oprócz Pigcasso swój dom znalazły tu też inne zwierzęta: dwa słodkie osiołki Natcho and Kongo, towarzyskie kozy: Herbie i Harvie, krowy: Baloo, Mooo-tise i inne. Za symboliczna kwotę można kupić warzywa i spróbować je nakarmić. To świetna zabawa dla dzieci i nie tylko 😊. Każde ze zwierząt ma swój ulubiony jadłospis. Świnki Piggy Sue i Mona Lisa jedzą wszystko oprócz szpinaku i pomarańczy, krowy uwielbiają pomidory, sałatę i....wegańskie babeczki kokosowe! Próbowałam nakarmić Pigcasso marchewką, ale jak się później okazało woli jabłka i winogrona. Na farmie można spędzić czas podglądając zwierzęta, zjeść wegański lunch, zamówić degustację wina: Pinot Noir (Pigcasso Black) lub mieszankę Pigcasso Pink. Oba rodzaje do kupienia na farmie.

 
 
 
 
 

Jest też inna opcja spędzenia czasu na farmie - noc w towarzystwie zwierząt. W budynku stodoły, na poddaszu do dyspozycji jest przestronne studio z łazienką. W ciągu dnia stodoła otwarta jest dla odwiedzających, ale od 17:00 do 8:00 rano goście mają to miejsce na wyłączność. Urocze miasteczko Franschhoek, czyli "francuski zaułek" w RPA oddalone jest od farmy tylko kilka minut jazdy samochodem, więc w ciągu dnia można wybrać się na wycieczkę.

Nieopodal stodoły, goście niewymagający specjalnych wygód, mogą wynająć mały „domek”, na dachu którego znajduje się prysznic, toaleta oraz taras, z którego rozciąga się absolutnie piękny widok na okoliczne góry i winnice. Dla potrzebujących więcej prywatności farma oferuje również trzy piękne domki, położone w bliskiej odległości: farm cottage, stone cottage i designerski modern barn. Więcej informacji dostępne na stronie farmy. Ceny wynajmu od R1200 -R1600 (320 -420 PLN) za noc bez wyżywienia.

 
 
 
 

Nie ukrywam, że lubię jeść mięso i ciężko byłoby mi zostać wegetarianką. W codziennej diecie oprócz wyboru jajek od kur z wolnego wybiegu nie zastanawiałam się za bardzo nad tym jak wyglądał wcześniej mój kotlet. Czy krowa lub świnka przed śmiercią były dobrze traktowane czy nie.

Wizyta w Farm Sanctuary i rozmowy z pracownikami tego miejsca dały mi do myślenia. Te zwierzęta mają uczucia i tak jak my, nawiązują relacje, są inteligentne, przywiązują się do ludzi. Jeśli już mają wylądować na talerzu nie powinny cierpieć, a to niestety standard.Takie miejsca są potrzebne, żeby zwrócić uwagę na to co jemy, bo to my mamy wpływ na ilość sprzedawanego mięsa. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem w trakcie wprowadzania zmian w mojej diecie. Zamiast steaka (a uwierzcie w RPA są najlepsze jakie jadłam), wybieram często lżejsze, bezmięsne posiłki i czuję się z tym naprawdę dobrze. 😁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

PolskiPolski EnglishEnglish