parallax background

Joginka w Afryce

6 listopada 2020
Ciastko z Mozambiku
4 października 2020
Milk Tart z Amarulą
13 listopada 2020
 

Podobno w życiu nie ma przypadków. Przekonałam się o tym, kiedy dziwnym zbiegiem okoliczności, w trudnym momencie poznałam Kasię, nauczycielkę jogi. To ona pokazała mi, że poprzez praktykę jogi można zadbać nie tylko o ciało, ale też o ducha, wyciszyć się i spojrzeć na problemy z innej perspektywy. Dzieki niej naczyłam się, że nie warto skupiać się na przeszłości i przyszłości, najważniejsze to być w TU i TERAZ, i że z czasem trudne doświadczenia mogą okazać się furtką do czegoś nowego i lepszego. Poznajcie Kasię i jej historię...



Studiowałaś w Paryżu, mieszkałaś na Bali, spędziłaś wiele miesięcy w Indiach. Skąd pomysł na Afrykę?

Afryka pojawiła się w moim życiu zupełnie niespodziewanie. Od zawsze zafascynowana byłam Azją i wiązałam moją przyszłość raczej z tamtym rejonem świata. Po dziś dzień więc budząc się rano z widokiem na Górę Stołową nie mogę nadziwić się, jak wiele niespodzianek życie nam funduje. I to jest wspaniałe! Ale zaczynając od początku. Pochodzę z Krakowa, ale wiele lat spędziłam w Paryżu, gdzie pracowałam w kancelarii prawnej i robiłam doktorat na Wydziale Prawa. Zaczęłam podróżować do Azji i powolutku rozbudzał się we mnie zew natury 😀. Kiedy dotarłam po raz pierwszy na Bali, wiedziałam, że to będzie dłuższa przygoda. I tak też się stało. Życie w Paryżu coraz bardziej dalekie było od tego, co podpowiadało serce. Więc w końcu podjęłam decyzje o wyjeździe, nie wiadomo, na ile, wiadomo dokąd - na Bali! Moje życie już wtedy wypełnione było jogą i to niesamowite połączenie ze sobą, które dzięki praktyce jogi możemy osiągnąć, kierowało mnie na dobre tory. Przybyłam na Bali, bo tam prowadziła intuicja. Zostałam na prawie 2 lata. W międzyczasie spędziłam kilka miesięcy w Indiach u podnóży Himalajów, zgłębiając jogiczne mądrości oraz odkrywając siebie samą. Bali było jednak domem. I to na Bali odnalazła mnie miłość, miłość z Afryki 😍. Tam poznałam mojego narzeczonego, który pochodzi z RPA. Mieszkaliśmy na Bali razem przez prawie rok, po czym zdecydowaliśmy się przenieść do Kapsztadu, w poszukiwaniu nowej przygody, z zaciekawieniem co życie dla nas szykuje 😀

 
 

Czyli miłość 😀❤️ Jak więc wyglądały Twoje afrykańskie zaręczyny?

Zaręczyny były w iście afrykańskim stylu, bo w afrykańskim buszu. Mój narzeczony zabrał mnie na urodzinowe safari. Safari było już od długiego czasu moim marzeniem, bo zodiakalnemu LWU marzyło się ujrzeć prawdziwe LWY, żyjące w pełnej wolności, na swoich warunkach, swoim własnym rytmem. Lwa jednak w buszu niełatwo znaleźć.. w końcu to bardzo samodzielny i niezależny kocur. Nie liczyłam więc, że się uda, delektując się pięknem afrykańskiego buszu i całą rzeszą cudnych, szczęśliwych zwierzaków dookoła nas. I nagle, ku naszemu zaskoczeniu, pojawił się i Pan Lew, z Panią Lew, piękni, majestatyczni, w swoim królestwie. Bardzo mnie ten moment wzruszył. Czas na moment się zatrzymał. To uczucie obcowania z dzikimi zwierzętami jest nie do opisania i wypełnia mnie wielką radością, daje też dużo dystansu do świata i do siebie samego. Wielka potęga natury. Emocji było więc bez liku, a wisienką na torcie były właśnie zaręczyny, zupełnie niespodziewane, ale też przy tym zupełnie naturalne, dające poczucie, że tak właśnie ma być. Planujemy wiec teraz afrykański ślub. Może zjawi się Lew 😁


 
 

Wróćmy do jogi. Jak praktyka jogi wpłynęła na Twoje życie?

Joga zmieniła moje życie na wielu płaszczyznach. Zaczynając od sposobu odżywiania, dbania o swoje ciało, aż po interakcje ze światem, otoczeniem, naturą i z samym sobą. Joga przywróciła do mojego życia równowagę, harmonię i mówiąc najprościej - szczęście. Szczęście, które gdzieś w zgiełku codzienności się w moim życiu zagubiło. I choć wydawało się, że powinnam być szczęśliwa mieszkając we wspaniałym mieście, w Paryżu, mając dobrą pracę, budując tam swoje życie, to wbrew pozorom wielkiego szczęścia nie odczuwałam. Odczuwałam za to frustrację i bezcelowość tej pogoni, w której miałam wrażenie, że uczestniczę. A joga przyniosła powiew świeżości. Pozwoliła po pierwsze połączyć się ze sobą, usłyszeć głos intuicji a po drugie znaleźć w sobie odwagę i siłę, żeby za nim podążać. Poczułam się szczęśliwa i spokojna o przyszłość. I chociaż jak każdy mam lepsze i gorsze dni, nie zawsze wszystko idzie po mojej myśli i na moja drodze pojawia się wiele wyzwań, to czuje całym sercem, że to dobra droga, praktykując jogę, medytację, oddycham i wykorzystuję to, czego uczy nas joga także poza jogową matą, w życiu i właśnie to utrzymuje mnie w harmonii i równowadze. Tym też dzielę się z innymi ucząc jogi, bazując na swoich własnych doświadczeniach. Zawsze zachęcam wszystkich aby dali sobie czas, połączyli się ze sobą i usłyszeli swoją własną melodię.

 
 
 

Czy Afryka to dobre miejsce do praktyki jogi?

Wydawać by się mogło, że nie ma lepszego miejsca na praktykowanie jogi niż Indie i Bali, kolebka joginów. Afryka jednak przyniosła mi coś nowego: silniejsze niż dotychczas połączenie z naturą. Oprócz zapierających dech w piersiach widoków kontakt z naturą ma niesamowite korzyści regenerujące. Przebywanie na łonie natury zmniejsza złość, strach i stres oraz dodaje spokoju. A natura jest w Kapsztadzie wszechobecna. Spogląda na nas na co dzień majestatyczna Góra Stołowa, która zadziwia swoimi gabarytami, za każdym razem stojąc u jej stóp nie mogę nadziwić się jej mocy. Zaraz obok niej Lion’s Head i Signal Hill (idealne miejsce na wschody słońca), które schodząc w dół stapiają się w wody Oceanu Atlantyckiego. Niesamowicie rozległe, śnieżnobiałe afrykańskie plaże, nieokiełznany ocean z wielkimi falam, raj dla surferów. A gdyby tego było mało, można wskoczyć w samochód i wyjechać poza miasto, gdzie w mniej niż godzinę odkryjemy piękne winnice i zielone krajobrazy. Jest tutaj coś wyjątkowego. Mówi się zresztą, że Góra Stołowa w Kapsztadzie to jeden z czakramów ziemi, który emanuje potężną i bardzo wyczuwalną dla nas energią. Energia ziemskich czakr ułatwia odnalezienie harmonii w naszym umyśle i sprzyja praktykom medytacji i wyciszenia. Ponadto, odnajdujemy w Afryce całą gamę pięknych i świeżych, lokalnie uprawianych warzyw i egzotycznych owoców. Więc jest to dla mnie raj w odkrywaniu nowych wegańskich, kolorowych przepisów. Jednym słowem Afryka jest cudna 😀 i szybko się tu zadomowiłam. Na co dzień wszystko, co widzę przed oczami przypomina mi o wdzięczności za to, że mogę żyć i rozwijać się na macie i poza nią właśnie tutaj.

 
 

Jaka jest Twoja recepta na balans/szczęście/harmonię?

Drogę do harmonii widzę w holistycznym, całościowym podejściu do naszej istoty, dbając zarówno o ciało, umysł jak i duszę. Stąd też moja jogowa nazwa @M_Y_BODYANDSOUL. Joga, medytacja, odpowiednia dieta i kontakt z naturą to dla mnie ukojenie i lekarstwo na wszelkie bolączki, zarówno te płynące z ciała jak i te z serca. Wierze, ze każdy z nas odpowiedz na swoja drogę do szczęścia ma juz w sobie, czasem tylko nie dajemy sobie okazji, żeby się w siebie wsłuchać. Joga i medytacja to piękne narzędzia, które nam to umożliwiają. Joga uczy nas jak wyciszyć rozbiegany umysł, jak radzić sobie z trudnymi emocjami, jak i gdzie szukać spokoju.Oprócz jogi moją wielka pasją jest od zawsze gotowanie. Gotuję dania wegańskie, a moją wielką pasją jest kuchnia RAW, o której mogłabym dużo opowiadać. Im więcej zdrowia, kolorów i miłości w jedzeniu, tym więcej witalności w ciele i radości w sercu. Wierzę, że czym się karmimy , tym się stajemy. I to nie tylko w sensie jedzenia :) , mowię także o negatywnych myślach i stresie. Napięcia, które odczuwamy w życiu akumulują się często w naszym ciele i później oddziaływują na to, jak czujemy się fizycznie. Yoga i medytacja to narzędzia, które pozwalają te napięcia uwalniać i przywracać się do balansu. Niezwykła jest w tym zakresie yoga YIN, moja ukochana forma yogi. Pozwala nam ona uwolnić głęboko skrywane w ciele i umyśle traumy, emocje i niepokoje. Yoga Yin to dla mnie magia 😀. Zarówno więc na macie jak i w kuchni staram się przekazać ideę, że warto słuchać siebie, być uważnym, dokonywać dobrych wyborów, obdarzać się dobrocią i miłością, poświęcać sobie czas, szanować i troszczyć się o naturę. A to odpłaca się nam w poczuciu równowagi i harmonii na co dzień.

 
 

Czy możesz podzielić się przepisem na Twoje słynne Raw ciasto czekoladowe?

Tak, z chęcią. Wiecie, kakao ma wielką moc. To niezwykle dobrotliwe ziarno. Mieszkając na Bali pokochałam ten owoc i wiele się o nim nauczyłam. Ze względu na ciepły i wilgotny klimat wyspy kakao ma tam świetne warunki do uprawy. Resztę ciekawostek zachowam na jakieś wspólne RAW warsztaty, a dziś powiem jeszcze tylko tyle, że to ciasto czekoladowe to sama dobroć dla ciała, duszy i umysłu. Kakao delikatnie nas pobudza, jest skarbnicą przeciwutleniaczy, poprawia pamięć, odstresowuje i uszczęśliwia. Wybierajcie wersję surową, bo to tam znajdziecie najwięcej dobroci.

Przepis do pobrania tutaj.

Smacznego!❤️❤️❤️

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

PolskiPolski EnglishEnglish