parallax background

Lokalna z “importu”

17 sierpnia 2020
Magia Góry Stołowej
8 sierpnia 2020
Moje top kosmetyki z Afryki
17 sierpnia 2020
 

Alina Zawartowska wpadła jak śliwka w afrykański kompot, kiedy zakochała się w swoim przyszłym mężu Maurytyjczyku. Mieszka na wyspie od 20 lat i jest moim zdaniem jednym z najlepszych tamtejszych przewodników, z ogromną wiedzą, doświadczeniem i poczuciem humoru. Zna wyspiarskie zakamarki jak nikt inny. Prywatnie to bardzo bliska mi osoba, która pokazała mi inny „nieturystyczny” Mauritius, i z którą czas na wyspie (i nie tylko) był prawdziwą przygodą. 😃



Dlaczego akurat Mauritius?

Dlaczego młoda (wtedy) kobieta ląduje 10 tysięcy kilometrów od domu? Albo chce uciec przed fiskusem, albo.... Ja załapałam się na ten drugi wariant. Związałam się z Maurytyjczykiem. Poznaliśmy się na studiach w Niemczech, mieszkaliśmy w tym samym akademiku. Najpierw zobaczyłam przepięknie orzęsione, wielkie oczy. A potem..... dziwnie znajome, góralskie papcie. Całość należała do maurytyjskiego studenta elektrotechniki, który po 4 latach znajomości został moim mężem. Okazało się, że zanim się poznaliśmy był w Polsce i w krakowskich Sukiennicach kupił sobie wyżej wspomniane paputki. Do dzisiaj zresztą są one (góralskie klapki) żelazną częścią moich zakupów w Polsce. Obok kabanosów i Michałków. Tradycja ich noszenia przeszła już zresztą na naszego syna.

 
 

Czego możemy nauczyć się od mieszkańców wyspy?

Sympatii, ciepła i otwartości w stosunku do drugiej osoby. Maurytyjczycy są niezwykle sympatyczni i życzliwi. Uśmiechają się i pozdrawiają na ulicy. Są bardzo pomocni. Przy czym - nie są nachalni.


Co Ci przeszkadza?

Specyficzne podejście do czasu. Czyli to, co typowe dla egzotycznych, opalmionych miejsc. Dla zorganizowanego Europejczyka to prawdziwe wyzwanie. Punktualność, terminy, zobowiązania? To w większości obco brzmiące sformułowania. Oczywiście w kanonie zachowań prawdziwego wyspiarza nie mieści się telefon uprzedzajacy spóźnienie, lub odwołujący spotkanie. Takimi drobiazgami nie ma sobie co głowy zawracać. Ludzie tutaj nie mają zupełnie szacunku dla czasu innych.

 
 

Masz do dyspozycji siedem dni na wyspie i chcesz zobaczyć jak najwięcej. Jakie miejsca mogłabyś polecić?

Mauritius jest co prawda małą wyspa, ale komuś kto jest ciekawy świata może zaoferować naprawdę dużo. Oczywiście, trzeba zaliczyć program obowiązkowy czyli tutejsze Kraków - Wieliczka- Zakopane - atrakcje wymieniane w każdym przewodniku, czyli wodospady Chamarel, Kolorową Ziemię, plantacje herbaty itp. To naprawdę warte zobaczenia i bardzo malownicze miejsca. Ale po zaliczeniu programu obowiązkowego warto wsiąść w autobus i pooglądać wyspę z jego okien mając obok siebie Maurytyjczyków. To świetny sposób by zanurzyć się w lokalne klimaty. Dla kogoś kto mieszka na północy polecam przejażdżkę do stolicy wyspy - Port Louis. Tam można powłóczyć się po mieście, zaliczyć targ owocowo- warzywny, posilić sie lokalną przekąską. Tym co mieszkają na zachodzie i południu polecam gorąco przejazd autobusem południowym wybrzeżem nad oceanem w kierunku Baie du Cup. Niezapomniane widoki. Oczywiście taka podróż lokalnym autobusem niesie ze sobą dużo niespodzianek- że drzwi są otwarte w czasie jazdy, a kierowca zatrzymuje się, by kupić coś do przegryzienia w przydrożnym snacku- to normalne. Dlatego też decydując się na taką przejażdżkę należy wrzucić na luz i modus Mauritius .

 
 
 

Twoje ulubione miejsce na wyspie to....

Plaża Le Morne. Ale nie w weekend. Cudowne miejsce z turkusową wodą i monumentalną górą Le Morne w tle. Hamak w moim ogrodzie. Mój mikrokosmos pod mango. W skład tego światka wchodzi ulubiony porcelanowy kubek do porannej kawy i wygodne, wiklinowe fotele. Ostatnio doszło jeszcze świetnie odbierane na wyspie Radio Nowy Świat. Chwilo trwaj !!!! Jest jeszcze jedno ważne miejsce- tzw." Dziura ". To nisza w murze, na plaży niedaleko mojego domu w La Prenuse. W dziurze i z dziury podziwia się zachody słońca.... Tam chodzi się wieczorami z butelką wina na ploty z koleżankami...oj,żeby dziura mogła mówić.....

Potwierdzam 😁 dziura przyjmuje wszystkie żale i pretensje do świata, łzy wylane przez złamane serca itp.

 
 
 

Jak Mauritius radził sobie z pandemią koronawirusa?

Pierwsze przypadki wirusa na wyspie zdiagnozowano pod koniec marca i praktycznie natychmiast wprowadzono bardzo ostre restrykcje. Zamknięto szkoły, miejsca kultu religijnego (a pamiętajmy, że są to meczety, świątynie hinduskie i kościoły), bazary itp. Po paru dniach wprowadzono zakaz wychodzenia z domu. Otwarte były tylko sklepy spożywcze, apteki i stacje benzynowe. Wychodzenie z domu było regulowane w porządku alfabetycznym - wypadało to tak, że dwa razy w tygodniu można było robić zakupy. Przed sklepem trzeba było okazać dowód tożsamości. Zakupy mogły trwać nie dłużej niż pół godziny- 45 min. Oczywiście, wszędzie trzeba było nosić maski, dezynfekować ręce, mierzono temperaturę. W sklepach ruch odbywał się w jedną stronę, a wyznaczały to strzałki na podłodze. A wszystko po to by ograniczyć kontakt ludzi i zachować dystans. Ulice było restrykcyjne kontrolowane i każde nieuzasadnione wyjście było karane wysoką grzywną, a nawet więzieniem. Latały nawet helikoptery patrolujace przestrzeń publiczną. Na tydzień zamknięto całkowicie nawet sklepy spożywcze. Na szczęście nie trwalo to długo. Dzięki takim restrykcjom mieliśmy na wyspie tylko 300 zachorowań i 10 przypadków śmiertelnych (populacja wyspy to 1 mln 200 tyś. mieszkańców). Obecnie wyspa jest całkowicie wolna od wirusa. Od połowy maja powoli zaczęto poluzowywac obostrzenia. Od czerwca życie praktycznie wróciło na stare tory, tyle tylko, że wciąż jesteśmy odizolowani od świata. Lotnisko jest wciąż zamknięte. Czekamy na decyzję, kiedy i na jakich warunkach Mauritius otworzy się na turystów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

PolskiPolski EnglishEnglish